Kolejny etap życia zamkięty na zawsze

żenisz się

to już dziś

za godzinę…

wysłałam wiadomość, byś wiedział, że pamiętam

zdziwiony, zaskocozny

i myślę, że trzymało cie jeszcze długo…

pożniej telefon, chwila rozmowy, kilka usmiechow

a ja…

czuje jak boli

jak narasta we mnie dziwny żal

tak bardzo ciesze sie, ze jestes szczeliwy

tak wiele zycze ci z calego serca

a jednak

usiadlam na moment,  przylozylam dlonie do twarzy

- placz… nie plakalas juz od bardzo dawna… w rzeczwistosci nie plakalas jeszcze nigy z powodu tego, ze jakis byly facet sie zeni… ktos, kto przewijal sie przez twoje sny od wielu lat, kto chodzil we wnetrzu twojej podswiadomosci tak bardzo bardzo dlugo…. – wiec  mokre od lez dlonie przylozylam do oczu… minelo kilak sekund, wytarlam policzki, wzielam gleboki oddech i zrozumialam…

to sie dzieje naprawde

naprawde moje zycie przemija

naprawde doraatamy, zakladamy rodziny, mijaja nam kolejne lata, przybywa nam zmarszczek na twarzy, wspomienia odgradzaja sie od nas murem i wszystko tak dyskretnie ulatuje nam w niepamiec…

 

wrocilo wszystko

tamte dni sprzed 8 lat

tame slowa – „liczylem na lepsze juztro z toba”

a ja patrzac na ciebie nie moglam ci juz nic dac…

prócz żalu…

wrociles, gdy przestalam cie juz kochac…

a jednak pozostales w mojej pamieci

to mnie przewierca na wskros…

 

i ten drugi – wiecznie nieobecny, pewnie zonaty, pewnie z dzieckiem na kolanach i z obraczka na palcu…

zycze wam wszystkim duzo, duzo szczescia

choc w glebi serca nie macie o tym pojecia.

 

czeęśc mojego zycia, mojej przeszlosci, naszych szczeniecych lat odeszlo na zawsze…

ale to dobrze

dobrze, ze w tym dniu jestescie znowu wszyscy razem – jak wtedy, gdy mielismy 15 lat…

 

kochalam cie

mam nadzieje, ze dzis ona kocha cie o wiele bardziej (…)

 

Szczęścia na nowej drodze życia W.!

 

Liar

Such a bull shit for long long time… and you called  it „love”…. and I believed in it… Like you did.

 

You said
„I loved you,  I do and I will forever”

 

Such a bullshit Piter!

 

I dokąd teraz…. No dokąd? Gdzie  mam pójść? Co jaj mam zrobić ze swoim życiem?

To nieprawda

Marzenia się nie zpełniają

I nie ma żadnej WIARY

nie ma cudów

i są rzeczy NIEMOŻLIWE

nieosiągalne przez wiele lat…

Boże – napraw mnie. wylecz mnie, zabierz mi pamięć.

 

 

Minęło 13 lat.

Wiem, że jest to nieprawdopodobne. Trudno mi to zrozumieć. Kiedyś mogłam się tym podzielić z kilkoma obcymi osobami, które znałam tylko za pośrednictwem internetu. Wymieniałyśmy myśli, codzienność, nadzieję, sentymenty… Wszystko było takie oczywiste, wszystkie sie rozumiałyśmy. Każda miała jakieś niespełnione marzenia, jakieś zranione serce, jakiegoś mężczyznę do kochania… Nie mam dziś z nimi kontaktu, nie wiem ile z tych przepłakanych znajomości ma teraz jakieś większe znaczenie. Byc może żadna? Być może nigdy nie udało im się naprawić młodzieńczych błędów, a losy dwojga ludzi pobiegły zupełnie innym torem. Nie wiem ile z tych dziewczyn wróciłaby tu teraz ze zdziwieniem na ustach i jedną sentencją – „nie do wiary…” A jednak.
Widzisz, ja wciąż pamiętam. To jest jak choroba. To się ciągnie przez wiele lat rysując blade marzenie na horyzoncie życia, które chwilami traci sens. Później wpadam w codzienność, w wir kiepsko płatnej pracy, w obowiązki domowe… Ale jednak coś systematycznie ciągnie mnie w inną stronę. Choć wydaje się, że dziś mając 27 lat i świat, który przestał mieć jakiekolwiek granice, nie ma nic prostszego od znalezienia pewnej osoby – to jednak nadal wydaje się to przedsięwzięciem nie do osiągnięcia. Moja babcia znalazła po kilkudziesięciu latach swoje miłości rozsiane daleko po świecie… Jedną nawet w Stanach… Ale ja nie chcę czekać na wiek mojej babci. Chcę żyć tu i teraz.

Po kolei wracają do mnie wszystkie spaprane związki z przeszłości. Z tym samym komentarzem ; Angeliko, gdybym wtedy wiedział…

I czuję jakiś smutek w ich głosach, czuję brak spełnienia… „Już cie nie kocham” powtarzam sobie w myślach… „Już mnie nie fascynujesz…”

Tak, wiem, że były to kaprysy nastolatki, która każde głębsze spojrzenie myliła z miłością, która lubiła tragizować w swoim życiu, wypłakiwać się na każdą poduszkę, rozcinać sobie ręce i krzyczeć, że nikt jej nie rozumie. Miałam wrażenie, że nikt mnie wtedy nie kochał, choć rodzina na pewno kochała całym sercem. Wciąż mnie kochają. Tłumaczyłam sobie wtedy, że nikt się mną nie interesuje, a każdy jeden chłopak jakoś tak szybko znika…. a teraz? Ostatnio dostałam przepiękny bukiet kwiatów od mężczyzny, któremu poświęciłam 8 lat młodzieńczej fascynacji – począwszy od przedszkola, na gimnazjum skończywszy… Dostałam kwiaty, zabrał mnie na kawę, patrzył mi w oczy z taką słodyczą…. Ale wszystko umarło. Wiem to. Czuję. Spełniły się moje marzenia… 20 lat za późno. Ale jednak.

Miałam wiele takich haseł – kiedyś będziesz mój, kiedyś będziemy razem…. I rzeczywiście. Po latach nasze drogi krzyżowały się ponownie. Wyrosłam na kobietę, zupełnie inną niż tamta zagubiona dziewczynka… I zupełnie obojętną względem tych, którzy teraz próbowali coś  zmienić.

Dziś nie ma to znaczenia. Nie cofniemy przeszłości.

Tylko ty jesteś inny. Wciąż. I tylko za Tobą rozglądam się będąc we Wrocławiu. Tylko z Tobą kojarzę to miasto. Zaskoczony?

Nie powiem, że kiedyś cię znajdę. Znalazłabym, ale nie chcesz. Chciałabym, ale tak mocno pilnujesz swojej prywatności.

Ostatnio poznałam kilka osób z Islandii. Polaków. Zrobiłam to wykonując swoje obowiązki zawodowe… Siedząc w biurze w Legnicy i trzymając słuchawkę telefonu przy uchu… Mówiąc coś po angielsku z typowo polskim akcentem… Wiesz? Znam już pół świata. Znalazłam Polaków rozsianych po całym globie… I mówią mi w żartach, że jak będą przejeżdżać przez moje miasto w ramach powrotu do rodziny to mnie odwiedzą… Widzisz jakie to proste. Islandia leży tysiące km stąd. I wierzę temu człowiekowi, że mnie znajdzie w tej l-cy i zaprosi na kawę i pośmiejemy się, że tak daleko odnalazłam drugiego Polaka.

A Ty?
Jakbyś zniknął. Jakbyś któregoś dnia przestał istnieć. Może już nie żyjesz…?

Już tylu ludzi z mojej szkoły odeszło. Młodych ludzi. Umarli. Jest nas coraz mniej, a nie dobiłam nawet do trzydziestki (…)

potęga podświadomości

Tyle się teraz mówi o podświadomości, o wibracjach, jakie wysyła kazda mysl, kazde pragnienie. Czasmi udaje mi sie wprawic w poządany stan, uniesc sie nad ziemia, poczuc jak wiatr rozwiewa wlosy na jachcie wartym miliony… czasami widze oczami wyobrazni jak w balej zwiewnej sukience z opadajacym ramiaczkiem ide przez rajską plaze patrzac przed siebie na bezkresna oaze z kilkoma palmami w tle oraz orzezwiajacą soczystą zielenią i lekkimm norskim powietrzem…. a po chwili znow wracam do rzeczywistosci i po kilku dniach, kiedy widze, ze w moim zyciu nie zmienia sie nic na lepsze to czuje, ze cala ta podswiadomosc jest jakims kolejnym rozdmuchanym przez media tematem… i tylko te pozycje literatury, mysli wielu autorow przeplatajace sie w spojna calosc na przestrzeni setek lat nie są racjonalne do wytlumaczenia…. widocznie cos w tym jest, a ja musze koniecznie odszukac i schowac gleboko w sercu to magiczne COŚ…

Pamiętasz mnie jeszcze…?
Czy to w rzeczywistości ma jakieś większe znaczenie?
Sama nie wiem.
Jakoś w tym jednym przypadku trudno pogodzić się z upływem czasu.
Kiedyś przyszedłeś, by powiedzieć mi „przepraszam” (…)
Sama nie wiem za co
nie do końca zrozumiałam
ale czytałam
jak zahipnotyzowana
To był taki znak, że żyjesz…
Ze jesteś gdzieś jeszcze oprócz tego miejsca
oprócz mojej głowy
moich wspomnień…

Minęło 12 lat.
Jak to możliwe, by zatrzymać się w miejscu
Jak to możliwe, by wciąż patrzeć za siebie?

A jednak byłeś jedną z najpiękniejszych chwil, jakie mnie w życiu spotkały.
Chwil, które trwały kilka lat.

Jakaś cząstka mnie zawsze tu będzie.
Życzę Ci jak najlepiej.
Wiem, że w tym życiu nigdy więcej nie…
Zresztą też to wiesz.

Szczęścia w tym kolejnym roku… od serca.

Dziękuję za tamte lata i też przepraszam, ze byłam niedojrzała.

Pamięć jest wieczna. Zawsze.

Będąc w Leśnicy za każdym razem czuję to samo. Jakby świat zatrzymał się w tym jednym miejscu na zawsze. To są tylko chwile. Kilka kilometrów tej samej, niezmiennej od lat rzeczywistości, której kiedyś uczyłam się na pamięć. Uczyłam się miejsca, które było dla mnie ważne, które wypełniał człowiek będący wszystkim, co wówczas miałam.  Po 13 latach wracam tam wspomnieniami… Zamykam oczy… Pamiętam jeden dzień. Padał wówczas deszcz. Byłam młoda. Zbyt młoda, by kierować swoim życiem, w sposób, jakiego pragnęłam. Pamiętam, że idąc w pewne miejsce dostałam jakąś ulotkę… Bzdetną. Do niczego wówczas niepotrzebną, ale… Schowałam. Trzymam do dziś. Przypomina mi o tamtym dniu. I ta kartka od Ciebie, to Twoje „na prawdę chciałem”. Moje wzruszenie i żal do całego świata za niemoc mojej młodości… Pare dni temu zamknęąłm oczy. Wszystko wróciło. Sen jakby sprzed 10 lat, rzeczywistośc jakby tamta… i Ty. Ty nieobecny w moim życiu od wielu wielu mieięcy. Jesteś już taki dorosły, a ja… Nigdy nie byłam Twoja. Smutne, prozaiczne, śmieszne i wzruszające.

 

Oddałam dziś pracę magisterską…

Tak jak Ty tamtego dnia, pamiętasz?

Było ciepło, świeciło słońce, życie biegło tym lepszym torem.

Dziś prócz chłodu i tego, że jest PRAWIE luty i minęło PRAWIE 13 lat, nie było nic… nic, co by postawiło na mojej drodze tamtą przeszłosc i Ciebie.

 

Smieszne, że wciaz pamiętam… i że wciąż potrafię gdzieś uciec myślami. I to nie jest mój dom ani moja rzeczywistość.

Dziś wiem, ze nie tak chcialam zyc.

Nie udało mi się zdobyc tego, o czym  marzą małe 14-letnie dziewczynki.

Dziś mam 26 lat i spora część jest nie tak jak trzeba. Może jeszcze warto marzyc, lecz czy na tym etapie zycia nie jest juz za pozno? (…)

11 lat…

są rzeczy, o których nigdy sie nie zapomina… lata lecą, a one pozostają jakby w miejscu odmadzając nasze uczucia, emocje, spojrzenie na swiat… chwilami wszystko staje sie takie, jak 11 lat temu… tylko odbicie w lustrze juz nie to samo i nie ta sama wiara, wiara dziecka… tylko taka wiara buduje, albo przynajmniej nie pograza… pozniej w zycie wkkara sie rzeczywistosc, ta szara, codzienna, przyziemna… pozniej sa takie dni, w ktorych nie widac juz nic dobrego. szczerze mowiac wolalam tamte… lata, miesiace… wolne, beztroskie… ale to wszystko odeszlo raz na zawsze… i tylko chwilami, gdy probuje od czegos naprawde uciec, to zdarzenia pozwala mi sie oderwac. ta znajomosc i ta przeszlosc. czemu nie wracam do innej? nie wiem. cos, co sie poznalo juz na wylot, z wszystkimi zaletami i wadami, nie interesuje juz zbyt mocno… zuzyte gumy sie sie w koncu wypluwa.

teraz siedze i probuje oderwac sie od tego, ci sie dzieje. jutro znowu wroclaw… kolejne dwa egzaminy. zakladajac tego bloga pisalam o sprawdzianach, jakie czekaly mnie w gimnazjum… teraz robie magistra… i wewnatrz siebie jestem juz na pewno inna osoba… ale nadal o tym wszystkim pamietam. zwieksza sie tylko dystant do pewnych spraw, do pewnych nadziei, marzen… wydaja sie one takie bez sensu, a kiedys nakrecaly do zycia. co mnie dzis nakreca? nie wiem… nie pamietam, kiedy ostatanio bylam taka naprawde wolna, tak naprawde szczesliwa i kiedy ostatnio bylam tak naprawde sobą…

w domu ta sama cisza…. nie zmienia sie od lat…. tylko osoba za sciana inna niz kiedys… coz tego skoro i tak milczy? nie wiem czy to jest wlasciwe zycie… i wiem, ze mam coraz mniej czasu, aby je zmienic… ale do slubu jeszcze daleko… chociaz wspolny terlewizor i tak łączy wystarczajaco… w tej chwili nawet za bardzo… ehh…

ciesze sie, ze mam to miejsce. ono tak bardzo odbiega od rzeczywistosci… i wszystko, co tu pisze jest tak bardzo nierealne… jak w bajce… albo w historii zyciaosoby, ktora nie ma ze mna nic wspolnego… jednak jeszcze czasami zastanawiam sie… a zreszta… to pozostanie tylko w mojej glowie… i tylko ja wiem, ze pozostanie w niej na zawsze.

smutno mi

…Pamiętam, ze byłam szczęsliwa. Cudowne uczucie. Potrafiłam uśmiechac sie sama do siebie na myśl o Tobie, na dzwiek Twojego imienia… Dlugi okres czasu wyczuwalam Twoj zapach w powietrzu, a cieplo Twojego dotyku uspokajalo… Wierzylam, ze jestes sensem mojego zycia… wierzylam, ze to na ciebie czekalam przez te wszystkie lata. Czulam, ze osiagnelam szczyt marzen, ze nikt nigdy nie byl szczesliwszy niz ja przez tamte miesiace… a teraz? wszystko odeszlo. Rozmylo sie gdzies posrod dni, ktore przestalismy razem spedzac. albo to jednak nie Ty, albo moje zycie jest juz na tyle przegrane, ze po prostu nigdy nie bede szczesliwa i nigdy nie spotkam kogos, kto mnie nie znudzi i nie zmeczy…. jestem juz zupelnie inna osoba, wiem, ze jestem zniszczona…. nie usmiecham sie, albo robie to tak zadko, ze moje rysy zaczynają zastygac w tej smutnej formie… obcy ludzie mowia bym sie usmiechnela… a ja an to, ze taka sie urodzilam, taką mam fizjionomie…. choc przez kilka miesiesy czulam, ze latam…

 

szkoda slow na to wszystko.

po prostu nie mam sie komu wygadac…

w domu cisza, ktora sama tworze….

i jak zawsze zostalam z tym wszystkim SAMA…

czas ucieka… a ja stoje w miejscu…. bardzo przykrym i bardzo nieszczesliwym…

jestem mloda, ale chyba przegralam swoje zycie (…)

po tylu porazkach czlowiek przestaje sie juz podnosic, przestaje wierzyc…

Only in lonely mind

Ciężko jest  nie umieć kogoś kochać… od nowa… całym sercem… jak kiedyś. Człowiek staje sam przed sobą wpatrując sie w pełne żalu odbicie w lustrze… i nie ma już nic… w nim samym nie zostało po prostu nic dobrego. Tak się zastanawiam dokąd odeszła moja dobroć, ciepło i umiejętność kochania… I gdzie ja własciwie jestem?! 

Skoro nie tu…
 Gdzie ja jestem moimi myślami?
(…)

Minęło

10 lat.